Krzysztof Ciesielski

Jak...



Jak twarda dłoń oracza bez ziarna i ziemi
Jak plecy co ugięte pod ciężarem słowa
Jak zdania nie słyszane bo rozmówcy niemi
Jak kamień Syzyfowy wnoszony od nowa

Jak puste obietnice, żądze bez spełnienia
Jak żagiel gdy bez wiatru, głaz co nie rozumie
Jak kodeks co stanowi ale nic nie zmienia
- ja tylko tyle znaczę, tyle dostrzec umiem…
 
 




Bilans na półmetku...



Czasem życie umie dopiec tak jak nikt.
Nieraz boli i nie może być inaczej.
Jedni tęsknią, innym drzazga w duszy tkwi...
a nad losem każdy obłok deszczem płacze.

Ja choć zbieram dziś okruchy skromnych dni
a pałace są mi z książek tylko znane,
raz kolejny pragnę podziękować Ci,
że są dzieci za to - bardziej roześmiane !

Że nie muszę błagać Cię o lżejszy los.
Że w płatnościach życia, trafia się darmocha.
Że posiwiał, ale jeszcze został włos.
Że dotykam dłoni kogoś... kogo kocham !

Że nie liczę w samotności swoich dni
i nieszczęścia - nie są wspomnień mych obrazem.
Więc dziękując – wielką prośbę składam Ci:
pozwól Panie się zestarzeć - tylko razem !

 
 




Modlitwa sumienia.



Nauczyłeś mnie mówić, lecz słowa bluźniły.
Czyny kiełkowały cierpieniem i trwogą
a głos nienawiści bywał bardziej miły,
niż język przymierza z daną mi przestrogą.

Poprowadź mnie teraz nieznaną ścieżyną,
gdzie kolec zawiści nie kaleczy stopy.
Tam, gdzie obietnice ze szczerości słyną.
Gdzie już zaorano bitewne okopy.

Dopomóż, by rozsądek dotrzymywał kroku
i na starość pozwól kiedy zbraknie siły,
żebym patrząc w lustro nie odwracał wzroku
a słów nakreślonych – czyjeś łzy nie zmyły.


 
 




Non omnis moriar...



Myto ogromne pobrało
dawno wygasłe sumienie.
Nosiłem swoje kowadło,
dźwigało młot przeznaczenie.

Kamienne rymy – rogatki.
Tam tylko ten chwałę przeżył,
komu ilością tomików
nikt nigdy zasług nie mierzył.

Kto piórem w dłoni zgrabiałej
imieniem każdy dzień znaczy,
temu orderem największym
łzy...
na policzkach słuchaczy !


 
 




Mój mały świat...



W moim świecie nie ma granic i żołnierzy.
Z karabinem nikt nie czai się za rogiem.
W moim świecie ludzie są dla siebie szczerzy
i zna każdy swoje miejsce, własną drogę.

W moim świecie nic brat bratu nie ukradnie.
Tu pieniądze nie potrzebne są nikomu.
W moim świecie nikt nie leży nigdy na dnie
i nie błądzi do własnego idąc domu.

W moim świecie chciałbym zostać nawet wieki.
Ale w inny przeistacza się czasami,
gdy realia każą podnieść mi powieki.
Nie potrafię z otwartymi śnić oczami !


 
 




Inny wizerunek...



Wyginęło rycerstwo, inny cel ma epoka
i stalowej nie nosi nikt zbroi.
Nie ma smoków. Dam nie ma. Już nie płynie łza z oka
a gitara tęsknoty nie koi.

Czasem jakiś nie-rycerz w pustym przyśnie tramwaju,
gdy fabryczne wymęczy go piekło.
Lub zdobędzie w niedzielę dzieciom bilet do raju,
goniąc to co przez tydzień uciekło.

Nieraz jakiejś nie-damy w ciężkiej sukni wyrzeczeń
dotyk ręki poczujesz niewieści,
wymęczonej obawą o Wasz byt, pustą kieszeń,
kanapkami o czwartej trzydzieści.

Jeśli w bitwach codziennych wyszczerbiamy nie-miecze,
i nie-walka jest naszą podnietą...
Jeśli nie są rycerskie nasze czyny człowiecze,
niech mnie nikt nie nazywa poetą !



 
 




Wyznanie wiary



Kto już leżał na dnie i od dna się odbił,
kto zajrzał głupocie w bezmierne czeluści,
kto pół życia ciało do walki sposobił,
gdy raz chwycił pióro, z dłoni go nie puści!

Błądziłem, szukałem, by móc nowe tworzyć
a powstała zawiść i bezpłodne czyny.
Lecz wolał bym chwili takowej nie dożyć,
gdybym emigrować – nie miał z tej krainy.

Gdzie szyderczo zęby szczerzyła obłuda,
dźwięczały podkute mamoną intencje.
Wciąż twierdzili kapłani: „wiara czyni cuda”
a jak lód topniały ludzkie koherencje.

Boga tam nie było. Kurz pokrył ołtarze.
Dziś droga do świątyń, moich nóg nie trudzi.
Jeśli to bluźnierstwo niechaj mnie Bóg skarze,
który... mieszka w sercach i umysłach ludzi !






Kroki...



Tylko krokiem pierwszym - czarne minąć łoże,
które bezustannie strażnik czasu ścieli.
Krok następny - móc więcej niżeli chęć może
i nie zasnąć jeszcze w żałobnej pościeli.

Będąc krok od prawdy dalej iść do celu
a sążeń od nauki nie wierzyć w zabobon.
Nie chadzać drogami którymi szło wielu
i na pół nie dzielić tego co połową.

Nie zbawiać sumienia modlitwami z wierszy,
bo nic nie odmieni i nie doda wiary
stawiany na nowo lecz na gruncie starym
- każdy krok ostatni, co wydał się pierwszym.







powrót do strony głównej