Ludwik Dzida


dzida
zmarł 31.12.2008 r.

Ciche dni



Burza przeszła dziś nad nami,
nie odzywasz się już do mnie,
choć waliło piorunami,
dni nastały chiche po niej.

Radio również grać przestało
i gabinet tonie w ciszy,
po raz któryś znów musiałem
sprawdzić, co w nim dzisiaj iskrzy.

Cisza do stóp nam się kłania,
a ty znowu z krzyżówkami,
radio wskrzesić chcę do grania,
za twoimi tuż plecami.

Radio - antyk, bo lampowe,
sentymenty we mnie budzi,
chociaż wielo - obwodowe,
burza czasem jemu szkodzi.

Dłubię, stroję, czas upływa,
myślę, co się dzisiaj stało,
Raptem radio się odzywa,
zatrzeszczało i ... zagrało!

Przytuliło nas dźwiękami,
miły nastrój nas otoczył,
Będzie cicha noc przed nami?
Popatrz na mnie, spójrz mi w oczy!
 
 
 
 




Wyjazd wnuczka



Jakże inaczej zaczął się dzień,
nie daję wiary, może to sen?
Wielki harmider już od rana,
wyjeżdżasz w góry, stąd ta zmiana.

Ucichły w domu twoje kroki,
z babcią przemierzasz górskie szlaki,
dziadek zaczyna odlicznie
swej samotności i czekania.

Sonia dziś smutna, już nie szczeka,
po całym domu ciebie szuka,
w twoim pokoju dzisiaj cisza,
tylko twe koty śnią o myszach.

One nazajutrz zbudzą dziadka
stukaniem we drzwi jak kołatka,
staną w szeregu do śniadania,
sam je nakarmię jutro z rana.

jeszcze półśpiący wstanę z łóżka,
sny pozostaną na poduszkach,
dziś już opadły moje siły,
jakże za tobą się stęskniłem!
 
 
 
 




Na RSTK-u



Każdego czwartku dziadek wieczorem,
czyta z ochotą swoje utwory.
Cieszy się z góry, że coś nowego
może przeczytać swoim kolegom.

Pisze z mozołem, już po raz któryś,
tworzy przyczółek emerytury,
poezje swoje tu doskonali,
choć schody strome, wciąż pisze dalej.

Dziś ze swym wnukiem, jak na basenie,
sentymentalnie płynie i płynie.
Wnuk już po górach z babcią swawoli,
dziadek zazdrości, samotność boli.

Gdy wiersz przeczytał westchnął głęboko,
Fredziu jak zawsze, zaraz pocmokał,
życzliwie słowem dogłodził reszty,
dziadek w swej skórze już się nie mieści!

W toku dyskusji Karol też wtrąca
swą propozycję - czytać od końca!
Tylko spokojna Wandzia gdzieś z boku
starszego pana wspierała wzrokiem.

W czasie dysputy tak się zasmucił,
bo mu kolektyw wiele odrzucił,
wersów i zwrotek sercem pisanych.
Czy noc tę prześpi dzisiaj do rana?

Każdy coś dodał, trochę zmienili,
dziadka na ziemię wnet sprowadzili.
Na koniec Czesiu wygandyzował,
dzieło do teczki można już schować!


Tylko do której?