![]() Cztery odsłony PIWNICZNEJ IZBY
Izba jak izba – zimna, wilgotna, pachnąca piwnicą. Garbiczowski pałac kryje w podziemiach wiele tajemnic, a taki klimat dla poezji jest wyśmienity. Wszystko do wykorzystania – meble, rekwizyty z pobliskiego targowiska staroci. Wyobraźnia dyktuje rozwiązania.
(W ramach XXX Jubileuszowych Interdyscyplinarnych Warsztatów Artystycznych Gorzów – Garbicz, w dniach od poniedziałku do czwartku w Pałacu Magnat w Garbiczu, tj. od 28 do 31 maja 2012 r. o godz. 17.00 odbyły się autorskie spotkania poetyckie. – dop. od red.) Przewidziane cztery wieczory: Łucja Fice z Tadeuszem Kolańczykiem; Ferdynand Głodzik; Agnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz z Beatą Patrycją Klary i Maria Borcz z Krystyną Caban. Pełna dowolność to najlepsze rozwiązanie. Każdy sam sobie ustala przebieg wieczoru, każdy sam odpowiada za końcowe wrażenia. Na pierwszy ogień idzie Tadeusz Kolańczyk z gitarą w dłoni. Podgrywa sobie, śpiewa własne kompozycje. Później czyta wiersze z kilku swoich tomików, a nawet poemat poświęcony Papuszy. Ma dwadzieścia dwie minuty – czego skrzętnie pilnuje Łucja Fice. Ona nie będzie czytała wierszy – ona zaprezentuje najświeższą pachnącą jeszcze drukarnią książkę prozatorską „Przeznaczenie”. Słuchamy ciekawi języka tej powieści. To debiut naszej Łucji. Podoba się. Poezja kontra proza to dobre rozwiązanie (jedynie trochę za zimno tego dnia w izbie). ![]() Satyryk wyprowadza piwnicę na taras, czyli program Freda Skoro w poniedziałek zmarzliśmy – podsuwamy następnemu bohaterowi spotkania – Ferdynandowi – rozwiązanie ze zmianą miejsca. Szybko się zgadza i tym razem jesteśmy na powietrzu. Taras, za plecami jezioro. Smaga nas wiatr, ale to nie przeszkadza. Pełen spontan – ławki, krzesła, ktoś (Czesław) na górze i czytający wiersze autorstwa Ferdynanda: Ula Kołodziejczyk, Krzysiek Ciesielski i rzecz jasna Ferdynand jako autor. Dużo przestrzeni dla fotografów – można wyłowić zasłuchane spojrzenia. Krystynie wiatr porywa wiersz ... to wiatr lubiący poezję. Na zakończenie gratka – świeżutki tekst, który powstał na warsztatach. Podoba nam się takie spotkanie z fredną satyryczną poezją. ![]() Agnieszka Tomczyszyn - Harasymowicz i Beata Patrycja Klary Kiedy porusza się w poezji tematy trudne – do ich odbioru trzeba jakoś czytelnika wprowadzić. Ja i Aga wymyślamy scenariusz „I JESZCZE OGIEŃ”. Tu musi być muzyka, więc uśmiechamy się do naszego barda Jerzego Dołżyka. Słucha naszych wierszy i zaraz wie, które piosenki się nadadzą. Kiedy próbuje na gitarze, zaczynam widzieć jak powinna wyglądać sala, jak powinny być ustawione krzesła, scenografia i jak będziemy zajmować przestrzeń sceny. Jedna próba i wszystko gotowe. Piwnica to tutaj najlepsze rozwiązanie. Potem trochę nerwów i udało się. Leszek Żuliński tak mówi o naszym występie: Dwie różne poetki, o różnej dykcji, a jednak znakomicie się „rymujące. Przejmujące wiersze, momentami wstrząsające, ale tak piękne i mądre, że niosące katharsis. ![]() Maria Borcz i Krystyna Caban pośród zielonych kamyków Poprzeczka poprzeczką, ale każdy poeta jest inny i dlatego następne bohaterki wymyślają swój osobny świat spotkania. Suto zastawiony stół, panie w wytwornych strojach. Jest jak na dobrej prywatce z lat 70-tych (znam z filmów). Robię tego dnia za didżeja – włączam z płyt właściwe piosenki, które Krystyna i Maria wybrały na ten wieczór. Najpierw wiersze czyta Maria, a po muzycznej przerwie - Krystyna. Ma to swój urok, zwłaszcza, że wszyscy uwielbiamy „Dziwny jest ten świat” czy „W żółtych płomieniach liści”. „Remedium” kończy spotkanie i tutaj każdy z uczestników otrzymuje w prezencie zielony kamyk. Malowały je Małgorzata Pieczyńska i Joanna Klich. To piękna pamiątkę z miłego wieczoru. Tekst: Beata Patrycja Klary Zdjęcia: Beata Patrycja Klary i Teresa Erdmann |