Licealne spotkania z poezją


Puszkin

Spotkania z młodzieżą na lekcjach poetyckich w ramach Interdyscyplinarnych Warsztatów Artystycznych organizowanych od ponad 30 lat corocznie przez Robotnicze Stowarzyszenie Twórców Kultury w Gorzowie Wielkopolskim stały się tradycją. W dniu 24 maja 2013 roku członkowie sekcji literackiej XXXI warsztatów odwiedzili dwa gorzowskie licea.
II Liceum przy ul. Przemysłowej odwiedzili:
  1. Marek Wawrzkiewicz z Warszawy – konsultant sekcji literackiej, prezes ZG ZLP,
  2. Bożena Kaczorowska z Warszawy,
  3. Anna Sołbut z Białegostoku,
  4. Maria Borcz z Gorzowa Wlkp.

przemyslowa
spotkanie z literatami w liceum przy ul. Przemysłowej

Zajęcia odbywały się grupowo dla kilku klas w jednej sali. Po przeczytaniu wierszy przez poszczególnych autorów był czas na pytania i rozmowy.

licealisci
licealiści zasłuchani w poezję
I Liceum przy ul. Puszkina:
  1. Agnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz z Głuchołaz i Małgorzat Pfisterer z Krakowa,
  2. Wojciech Borkowski z Olsztyna i Zofia Sofim Mikuła z Warszawy,
  3. Krystyna Woźniak z Warszawy i Maria Kowalska z Bydgoszczy
  4. Ferdynand Głodzik z Gorzowa Wlkp.

mikula borkowski
Zofia Sofim Mikuła i Wojciech Borkowski

W tej szkole dla odmiany autorzy parami udali się do wyznaczonych klas.
Ja trafiłem „bez pary” do klasy o profilu matematyczno - fizycznym. Zdając sobie sprawę z tego, iż poezja raczej nie jest ulubionym tematem tej klasy, wybrałem do czytania wiersze satyryczne, żywiąc nadzieję, że będą one przynajmniej urozmaiceniem matematyczno - fizycznego programu nauczania. Przyjęto mnie życzliwie i z uśmiechem. Po każdym wierszu zachęcałem do zadawania pytań i do dyskusji. Dzielni licealiści okazali się uważnymi słuchaczami. Nie tylko trafnie odczytywali intencje wiersza, ale bywało, że próbowano mi wytknąć drobne potknięcia i nieścisłości. Jak widać logika rozumowania charakterystyczna dla umysłów ścisłych, przydatna bywa również przy czytaniu wierszy, chociaż rzecz jasna świat opowiadany językiem satyry często pozostaje nieco na bakier z rzeczywistością, co starałem się uświadomić moim sympatycznym słuchaczom. Wszak „poecie wolno czasem trochę zełgać”. Spoglądając po klasie przypominałem sobie własne szkolne lata. W Liceum Ogólnokształcącym w Międzychodzie, gdzie dane mi było dobrnąć po 4 latach nauki do matury, bywały spotkania z pisarzami. Na owe czasy były to nazwiska „wielkie” takie jak Eugeniusz Paukszta, Stanisław Ryszard Dobrowolski, Gerard Górnicki, Nikos Chadzinikolau, Jerzy Mańkowski. Bodaj raz tylko trafił nam się literat o lżejszym piórze, był to fraszkopisarz Lech Konopiński.
ferdynand
Czy Ferdynandowi satyrykowi wolno czasem trochę zełgać?

Podejmując próbę dialogu z młodzieżą szkolną podkreśliłem, że jestem takim samym człowiekiem jak oni, tylko trochę wcześniej urodzonym. Pisanie poezji, czy satyry nie daje przecież nikomu prawa do tego, aby czuć się lepszym od innych. Na pytanie, dlaczego piszę, odpowiedziałem jak zwykle, że czuję, iż mam coś ważnego do powiedzenia i chcę się tym podzielić z szerszym gronem odbiorców. Przy tego rodzaju spotkaniach padają zwykle pytania bardziej konkretne, np. dlaczego za bohaterkę swojej satyrycznej opowieści obrałem akurat śpiącą królewnę, czy inną postać. Odnoszę wrażenie, że sensem takich pytań jest próba dotarcia do źródła pomysłu literackiego. Wiersz to przecież nie tylko lepsza lub gorsza sprawność warsztatowa, ale i treść wynikająca z pomysłu. Pomysły natomiast biorą się z doświadczenia życiowego, drobnych epizodycznych, czasem zaskakujących zdarzeń, chwilowych przebłysków świadomości itd. Pisać nauczy się każdy, ale czy każdy będzie mieć pomysły, czy każdy odnajdzie satysfakcję w pisaniu i czy każdy ma potrzebę wypowiadania się w taki właśnie sposób? Przeplatane wierszami rozmowy toczyły się tak wartko, że przenikliwy dźwięk dzwonka swoją nagłością zaskoczył chyba obie strony tego niecodziennego dialogu. Pożegnałem sympatycznych rozmówców z przeświadczeniem, że czasu spędzonego wspólnie nie uważają za stracony.

Tekst: Ferdynand Głodzik
Zdjęcia: Krzysztof Mariusz Ciesielski i Agnieszka Latoszek