Gorzowski cud nad Wartą



sala

24 maj 2013 r. godz. 21.00 - sala widowiskowa Miejskiego Centrum Kultury w Gorzowie Wlkp. przeistoczyła się w kawiarenkę. Przywitała wszystkich uczestników XXXI Interdyscyplinarnych Warsztatów Artystycznych Gorzów – Garbicz 2013 ciepło i serdecznie. Koktajlowe stoliki ubrane w granatowe obrusy oraz pełgające ogniki świec wprawiły przybyłych na spotkanie ze słowem, piosenką i obrazem w doskonały nastrój.


ganda
Czesław Ganda

Noc poetów rozpoczął Czesław Ganda – prezes RSTK Gorzów Wlkp, przywitał zgromadzonych gości, podziękował sponsorom. Bez ich udziału warsztaty z pewnością nie odbyłyby się.
Dobrze, że w erze, w której często zapomina się o kulturze, są jeszcze filantropi, i chwała im za to.
Nocy poetów towarzyszył wernisaż pt. Landsberg – Gorzów Wlkp., na którym zostały przedstawione prace powarsztatowe z ubiegłego roku.
Noc poetów czas zacząć
– pierwsza wystąpiła młodziutka wokalistka o dużym potencjale Aleksandra Jach, zaśpiewała piosenkę Miasteczko cud Agnieszki Osieckiej z muzyką Jerzego Satanowskiego –liryczna piosenka z delikatnym przesłaniem.


wojtek
Wojciech Borkowski

Obserwowałam widownię, wszyscy w zasłuchaniu, a muzyka i słowa przenikają przez blejtramy, wtapiają się wpisując siebie, bo przecież Gorzów jest też takim miasteczkiem cudów.
Podczas programu wystąpił między innymi Ferdynand Głodzik - wice prezes RSTK- Gorzów
Sposób na biedę
W dalekim kraju, hen przed laty,
gdzie strome góry i rzek siedem,
żył chłop, co miał na spodniach łaty,
i nieustannie klepał biedę.

Gdy ku zmierzchowi dzień się słaniał,
a chłop po pracy zgłodniał zdrowo,
trzymając biedę na kolanach,
chciwie obgryzał kość szpikową.

Bieda za szyję go trzymała
i zawodziła głośnym szlochem:
- też jestem chuda, wygłodniała,
podziel się ze mną, daj mi trochę! …
Fred to gorzowski satyryk, piszący teksty z wyrazistą puentą.

Na scenie pojawiali się poeci i ich wiersze, popłynęły słowa, którym towarzyszyła oprawa muzyczna w wykonaniu szczecińskiego muzyka – gitarzysty Jarosława Mielcarka. O efekty specjalne zadbał sam prezes, grą na flecie wprowadzał w klimat prezentowanych utworów. Widownia słuchała a ja obserwowałam sąsiedni stolik, przy którym siedziało młodziutka blondynka, czytała coś co było utrwalone na kartce, odnalazłam w niej siebie, tylko o trzydzieści lat młodszą, też byłam nieśmiała, pamiętam jak zjawiam się na Nocy Poetów w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu, miałam swój tekst, jednak nie miałam odwagi aby go zaprezentować.
Wracając do gorzowskiej nocy Poetów; na scenie pojawiła się następna wokalistka Marzena Szumlańska-Śron – filigranowa kobieta a jaki głos!? o wielkiej sile i niepowtarzalnej barwie. Zaprezentowała piosenkę z repertuaru Edith Piaf pt. La Vie en rose, - jest to piosenka o miłości, tylko czy szczęśliwej?
Wokalistka została nagrodzona gromkimi brawami. Piosenki śpiewane przez Marzenę są zawsze tak dobierane by miały przekaz. Zosia Mikuła z Warszawy, znana pod pseudonimem Sofim zaprezentowała wiersz poświęcony Krzysztofowi Gasiorowskiemu. Cóż to był za poeta, wrażliwiec, nietuzinkowy, a potrafił skrywać się w skorupie twardziela. Cieszę się, że było mi dane poznać go osobiście.
Obraz sprzed roku

- Krzysztofowi Gąsiorowskiemu
wracamy z majką i dzidkiem z pogrzebu zbyszka jerzyny, majka odbiera telefon od beaty:
zajrzyj do krzyśka. idziemy zaśnieżoną wileńską, szukamy numeru dwanaście. jest
*
do tych trzech mężczyzn na płótnie trzymających w dłoniach szklanki i cały świat,
należały wszystkie dziewczyny w mini, i edyta, i ewka w podkoszulku.
wszystkie wina peerelu i wszystkie kawiarnie. jeden właśnie zszedł z obrazu,
usiadł na łóżku, patrzy na regał wypełniony książkami. wkoło kurz tracheostomii.
kurz jest wszędzie, pokrywa stół, kawałek niezjedzonej kiełbasy, puste torebki po zupkach.
najbardziej lubię z serem – próbuje powiedzieć, potem pisze na kartce.
pamięta mnie, choć nie tak jak majkę czy dzidka. kiedy z siatki z zakupami
wyjmuję tę z serem, kiwa głową, na wychudzonej twarzy pojawia się uśmiech.
z majką i dzidkiem pijemy kawę, poeta z obrazu herbatę o smaku dawnych dni
i wierszy – kurzu ubywa
*
dzisiaj rano zadzwonił telefon, doktor m. jedzie stwierdzić zgon.
mężczyźni na obrazie nadal zdobywają świat. w mediach nikt nie mówi o śmierci Poety

12 stycznia 2012 roku
bardzo wzruszający wiersz i nic więcej nie trzeba dodawać.
I ponownie spacerują wiersze, czasem przysiądą na chwilę przy stoliku, przypatrzą się słuchaczom by ponownie wskoczyć do książki lub tak zwyczajnie przycupnąć na kartce.

Kolejna uczestniczka to Bożenka Kaczorowska, również z Warszawy i jej Koronki, zrobiło się sentymentalnie i przenieśliśmy się w lata trzydzieste ubiegłego stulecia.
Teraz kolejna piosenka wybiega na przeciw widowni, przegląda się w jej oczach by ponownie zamieszkać na scenie.
Wiersz, który zrobił na mnie ogromne wrażenie i utkwił mi na długo w pamięci to wiersz gorzowskiego poety Romana Habdasa
Ogólnie rzecz biorąc

I
Dziecko niekoniecznie trzeba urodzić w szpitalu. Gdy przyjdą bóle,
dobre jest każde miejsce i chęć parcia. Wystarczą własne ręce, by przerwać pępowinę. Czasami na zawsze.

I błogosławiona między niewiastami, która rodzi, zrzeka się, a nie zabija.

Przypadkowy ojciec, na ten czas bywa gdziekolwiek. I wszystko to gówno go obchodzi, że przygodna dupa nie pytała o jego nazwisko.

Imię nada dziecku w imię prawa urząd. Dziewczynce zwyczajowo przypiszą Anna. Chłopcu jakkolwiek…
ten wiersz jest mi bardzo bliski i taki mój aż do bólu.
Żeby jednak nie sądzono, że poeci to przysmutacze, dla zmiany nastroju przytoczę wiersz Freda:

Królewskie szczytowanie

Gdy się skończyły boje szachowe
w popołudniową sobotę,
pod nieobecność
żony – królowej,
gońcem wysyła król notę:

Królowa wyszła, nie ma jej w domu,
temat zatrzymał ją babski,
a my możemy -
tu po kryjomu -
urządzić szczyt państw arabskich.

Konik wyskoczy zaraz po flachę,
wspólnie walniemy więc halbę
bo dbam o nasze –
jakem jest szachem -
stosunki bilateralne!

Wnet popłynęły długie oracje
oraz biesiadne uciechy,
liczne fortele
i kombinacje,
że niech się schowa Alechin!

Wraca królowa niespodziewanie,
przerywa ważką naradę;
na bladym niebie
majaczył ranek
- Już ja wam zrobię roszadę!

Sięga zza pieca masywną lagę,
wywija ręką i krzyczy:
Pić ci nie wolno,
bo masz nadwagę
oraz początki cukrzycy!

Król dał się zważyć smutny jak burak,
z ukosa zerknął na żonę,
bo wprawdzie z niego
ciężka figura,
lecz przy królowej jest pionek.
Małgorzata Pfisterer
Małgorzata Pfisterer


Kolejna uczestniczka Agnieszka Tomczyszyn–Harasymowicz, przyjechała do Gorzowa aż z Głuchołaz, jej wiersze są przepełnione emocjami, pełne refleksji z codziennego życia.

Oglądasz zakończenie.

Z pierwszych sekretnych prawd pozostało kłamstwo,
upolowane treści poddają nas transmutacji. Ciekawisz się tylko sobą albo
myślisz, że to opętanie. Przeprowadzki spełniają oczekiwania śmiałych
plemion. Szałasujesz w miejskich aglomeracjach. To jakby stwarzanie od
końca. Właśnie dlatego powtarzasz, co mówią inni, a inni są najeźdźcami
o sprecyzowanych celach.
Kod kropka-kreska rozkodowuje morskie fale i fale włosów ściętych dla
męskości. Oglądasz niebo, by odnaleźć początek, ale gwiezdny blask
pozostał jedynie na etykietach środków czyszczących. Droga Mleczna
rozpadła się na mleczne groszki o słodkawym posmaku.
Zaraz koniec seansu.

Z pewnością pomyśleliście, że poeci lubią pochmurne nieba, może coś w tym jest, przecież współcześni autorzy to potomkowie romantyków, a ich wiersze, cóż, nie mnie oceniać.
br>
aga
Agnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz

Na koniec spotkania Aleksandra Jach zaśpiewała Tango Tandresse,
Nadszedł czas na rozmowy w kuluarach, przy kawie z kawałkiem słodyczy, o które zadbała Barbara Latoszek.
Publiczność podziwiała obrazy, tak pięknie wyeksponowane. Do mnie najbardziej trafiły dwa obrazy: pierwszy pt. Jedno z wielu autorstwa gorzowianki Barbary Latoszek, przedstawiający tajemnicze wejście ukryte w zieleni, skojarzył mi się z Tajemniczym ogrodem autorstwa Francessa Hodgson Burnett. Jako dziecko zaczytywałam się w tej powieści i właśnie tak wyobrażałam sobie tajemnicze wejście do ogrodu. W obrazie widoczne są charakter i wrażliwość autorki . Basia jest jedną z niewielu plastyków, którzy wpisują w blejtram miejsca swojego miasta, by nie popadły w zapomnienie.
Drugi to: Ku wolności, którego autorką jest młoda adeptka sztuki plastycznej Małgorzata Pieczyńska. Pamiętam ten obraz w powijakach, później jak stawiał pierwsze kroki i teraz jak stał się dojrzałym mężczyzną. To poetyckie spojrzenie i lekka ręka artystki sprawiły, że obraz jest uniwersalny i ponadczasowy.
Światła przygasają, rozchodzimy się z pewnym niedosytem, uduchowieni i naładowani pozytywną energią.
I tylko pozostałe strofy jeszcze oddychają swoim czasem, by powrócić w swój świat ukryty w kartkach i czekać na ponowne wypuszczenie do słuchaczy.
.

Tekst: Krystyna Woźniak
Zdjęcia: Ewelina Wieczorek