Interdyscyplinarne warsztaty w Garbiczu, realizowane przez RSTK w Gorzowie Wlkp., wśród wielu rozwijających świadomość twórczą działań, proponują konfrontacje z odbiorcą. W przypadku poetów to spotkania z młodzieżą, które, każdego roku, odbywają się w szkołach Gorzowa Wlkp.
Tego roku, 13 czerwca 2014 wraz z Lilą Kucfir mieliśmy możliwość zaprezentowania swojej twórczości młodzieży Liceum Ogólnokształcącego w Gorzowie Wlkp. przy ul. Puszkina.

Lila Kucfir i Wojciech Ossoliński prowadzą lekcję Zakładaliśmy również, że, jak w poprzednich latach, będziemy uczestnikami ożywionej wymiany poglądów na temat poezji. Tuż przed spotkaniem te same emocje. Jak zostaniemy przyjęci, czy będziemy zrozumiani, czy rozwinie się dyskusja i w jakim kierunku. Po zaprezentowaniu przez Lilę Kucfir kilku jej wierszy, zaproponowaliśmy rozmowę dotyczącą interpretacji utworów. Skądinąd wiedzieliśmy, że młodzież woli odnosić się do czytanych utworów literackich, w tym, oczywiście, wierszy, swobodnie - nie stosując reguł, jakich wymagają od nich nauczyciele. I w tę właśnie stronę potoczyła się dyskusja. Naszym zdaniem interpretacja powinna zależeć od oczytania, znajomości warsztatu poetyckiego i życiowego doświadczenia. Uczniowie zaś uważali, że oczytanie czy też doświadczenia, nie mają żadnego wpływu na odbiór czytanego tekstu. Według nich determinantem jest inteligencja, ponieważ, jak twierdzili, inteligentny człowiek, zgodnie z definicją inteligencji, która jest zdolnością kojarzenia faktów, odbierze tekst analogicznie z przekazem autora, niezależnie od poziomu oczytania czy też mnogości życiowych doświadczeń.

Wojciech Ossoliński stawia kolejny problem
- Czy uważacie zatem, że do interpretacji tekstu inteligencja wystarcza?- zapytałem. - Tak. W zupełności - usłyszeliśmy w odpowiedzi. Nauczycielka owej młodzieży stała, podobnie jak my, na stanowisku, że wiedza o autorze, znajomość epoki, w której tworzył, specyfiki języka, którym się posługiwał i, oczywiście gromadzone latami doświadczenia czytelnika, to klucz do prawidłowego rozumienia tekstu. Paradoksem jest to, że jednocześnie, w dużej mierze, ja i koleżanka zgadzaliśmy się z młodzieżą. Może dlatego, że szczególnie poeci współcześni, stosujący, dalekie od klasycznej, formy zapisu, umożliwiają odkrywanie przestrzeni, o których (oby tak nie było) autor utworu nawet nie myślał.
Czy tak być powinno? Burzliwe czterdzieści pięć minut to z pewnością zbyt mało, by usatysfakcjonować obie strony dyskusji. Z premedytacją, licząc na szczere emocje, dolałem przysłowiowej oliwy do ognia prosząc o zinterpretowanie jednego z moich najbardziej kontrowersyjnych tekstów pt. Dobre wychowanie. Jak się spodziewałem, pierwsza „odsłona” tekstu wywołała śmiech. Potem już było poważnie. Ba! Bardzo poważnie. I, chyba nie do końca spełnieni, (a i młodzież miała ochotę na kolejną z nami godzinę), opuściliśmy gościnne podwoje liceum.
Czas na refleksje. Przypominam sobie spotkanie z literatem perfekcyjnie znającym twórczość Norwida. W czasie prelekcji przedstawił on wiersz, który śmiało można by było nazwać prostym, niemającym dla nas, współczesnych, większego znaczenia. W dziewiętnastowiecznym, pisanym podczas Wiosny Ludów, tekście Norwid opisywał zachowanie „na salonach” ówczesnych dorobkiewiczów. Cała Europa wrzała, rodziły się kolejne, również i polskie, ruchy narodowowyzwoleńcze. A w wierszu, powstająca, wywodząca się z klasy drobnych kupców i posiadaczy ziemskich elita społeczeństwa, sprawiała wrażenie beztroskiej, dobrze się bawiącej, zupełnie nieprzejmującej się sytuacją polityczną kraju. Spotkaniom owej młodej elity towarzyszył przepych, miałkie rozmowy, kobiety zajmowały się głównie krojami sukien, a mężczyźni rozprawiali o jedzeniu i rozrywkach. Nie wierzę, by współczesny młody czytelnik był w stanie odczytać i zrozumieć tę paradoksalną i niezmiernie gorzką sytuację opisywaną przez Norwida. Do tego potrzeba dogłębnej znajomości czasów, w których przyszło mu żyć i tworzyć. Wniosek? - punkt dla nauczycieli.

Sekcja literacka z wizytą w Liceum przy ul. Puszkina
Jednocześnie, czego jestem w pełni świadomy, współczesny poeta, jeśli ma taki powód, jest w stanie poprowadzić czytelnika w zamierzonym przez siebie kierunku. Potrzeba tylko, by stosował wszystkie środki wyrazu w odpowiedni sposób. Śląski twórca - Sławomir Matusz uważa, że czasem wystarcza poprawna interpunkcja.
Ale też, to druga strona medalu, jeśli taka wola pisarza, może on uczynić tekst, szczególnie dla niewtajemniczonych, praktycznie nieczytelnym. Co nie znaczy wcale, że nie do zinterpretowania. I tu pole do popisu dla inteligencji. Wyobraźni. Punkt dla młodej generacji.
Ta refleksja zrodziła się w nas już po spotkaniu z młodzieżą. Z pewnością obie „reguły” interpretacji tekstu poetyckiego są zasadne, wzajemnie się uzupełniające. I, może właśnie dlatego, ten sam wiersz u jednego z czytelników zasługuje na najwyższą ocenę, a u drugiego na przysłowiową dwóję.