Karol Graczyk


Bośnie Andersena



Pakty z diabłem
tkwią w szczegółach
rąk wystawionych bezwładnie
z gruzów w błagalnym geście
oddajcie mi życie

Wstęgi krwi zawiązane zdobią
uliczki Tuzli zawładnięte przez
dzieci z cyklu Bagnet na broń
w rękach chłopców walczących
w wojnie ojców

Odgrzej mnie,
wygnaj z raju
chociaż na jeden dzień
zapomnę o zimnych nalotach
i zimach pełnych ognia

Ostatnie Bezwiośnie dzieci
anorektycznych przez chorobę,
epidemię wojny naszej amen.
Każda Bośnia ma miliony
swoich dziewczynek z zapałkami.




Żal pod prysznic



Chwilę przed pierwszą zmarszczką
zobaczyłem drzewo, jak każde inne,
ścinane codziennie kwitnie na łzach
odbitych w ranach przewiązanych,
szczelnym opatrunkiem obojętności

Zmywając resztki dnia namaczam
gąbkę twoimi wilgotnymi oczami
polewam je żalem pod prysznic
i cichutko okrywam się kołdrą.
 
 


Po wieki



Kiedyś po cichu zamykałaś oczy
otwierając usta łagodne i głodne,
później odsłonięte rzęsy szepczące
płaczem z powiek malowały czas,
Ja, pisałem wiersze...

Gdy biegłaś szczęśliwie ścieżkami
łysymi z wydeptania, przez sen
goniąc motyle, w zwiewnej sukni
plącząc się pośród traw wysokich,
Ja, pisałem wiersze...

Chciałaś wargami dotknąć deszczu
i delikatnie skraść jedną chwilę,
przesuwając po szorstkiej skórze
pióro nieprzespanych krzyków,
Ja, pisałem wiersze...

Kiedy ściekałaś po rynnach ulic
do domu z mojej ostatniej drogi
i pustka zapełniła cię po krańce
ostatniej kropli, zamknęłaś oczy,
Ja, pisałem wiersze.



Bezpukanie



Postanowiłem wejść
w butach
w twoje wilgotne życie
tętniące wewnętrznym pulsem
Nie wytarłem
swojego śliskiego obuwia
w chwili, która zamknęła mnie,
Dopadłem naprędce twoje
zdziwienie na moment tylko,
spragniony napiłem się soku
zatrzymując w ruchliwym bezruchu
całe wczoraj i jutro
W końcu zmarszczony wyszedłem
i zatrzasnąłem za sobą brwi





powrót do strony głównej