Przyjdź pod fabrykę
Jeśli cię dziwią blizny zdań
i wersu czarny kikut
przyjdź pod fabrykę, w bramie stań
jak laska dynamitu
Spójrz ilu żywych wchodzi tam
a ile wraca cieni
A potem pomyśl, ile bram
jest jeszcze na tej ziemi
Jeśli cię dziwi smutny rym
i łza po jakimś słowie
przyjdź pod fabrykę, wąchaj dym
On dużo więcej powie
Może zobaczysz świeżą krew
lub ślad wyżarty w skórze
Wtedy zrozumiesz, czemu gniew
spływa po moim piórze
Jeśli cię dziwi wierszy bicz
lub słowo serca tnące
przyjdź pod fabrykę, piętra zlicz
i pomnóż przez tysiące
Może usłyszysz długi jęk
a może batów trzaski
I wtedy pojmiesz, jaki dźwięk
miałyby słów oklaski
Na pierwszą zmianę
Dziś znajome topole
piękne jak młode panny
w sukniach bielszych od bieli
stoją w mrozie porannym
Wokół w puchowym futrze
nasza gorzowska ziemia
światłem źrenic latarni
czyta śnieżyny poemat
Pług zaspany w oddali
z trudem śpieszy przez zaspy
do huku przeżytych maszyn
i słońc fabrycznych blasku
I nam spieszyć się trzeba
zdążyć na pierwszą zmianę
z twardego polimeru
upleść ulotny wianek
11.03.88 r.
Alibi
lekceważył skargi metalu
tłumaczone na słowa i gesty
nie wierzył w jęki łożysk
i prośby silnika
jeszcze poganiał kopniakami krzyku
i batem obrotów
gdy maszyna stanęła bezradnie
przyszedł spisku szukać
nie mógł ukarać metalu
wtedy z ulgą przypomniał sobie o kimś
kto zawsze jest pod ręką
twoja wina
dała mu alibi
24.04.88 r.
|