Beata Patrycja Klary

Konkurs Poetycki „O Strzałę EROSA” Nowa Sól 2011

masowe przeloty wróżą pożegnanie

Pieśń kruków, jak pieśń klawikordu odrywa nas od siebie.
Zadzieramy głowy.

Przed nami cynowy klucz. Zamka, do którego pasuje nie ma
pośród babilońskich zigguratów, ani innych budowli. Idziemy
ścieżką wymoszczoną paprociami, gdzie na brzegu spalone
słońcem ostrężyny. Na pagórkach rosną najsmaczniejsze.

Gdy je zjadasz, dopycham usta językiem. Krwawimy na czarno.
Dwie twarze patrzą w dwie przeciwległe strony, a cztery ręce
miłosierne podają cztery odsłonięte piersi. Dziwi cię ta rzeźba.
Wolisz lipowy sen ludowego świątka, z oczami naszego syna.

Całymi dniami pozostaje bez ruchu. Wyobraża sobie, że jest
bogiem. Wygląda na pięcioletniego chłopca, który nigdy nie spał.
Cienie plamiste rozsiane w obu płucach, a on się uśmiecha. Słucha
chóru zalotnych cykad. Im głośniejszych, tym bliższych śmierci.

Pieśń kruków, jak pieśń klawikordu odrywa nas od siebie.
Spuszczamy głowy.

©


Ogólnopolski Konkurs Poetycki "O Laur Zawodziański" w Katowicach 2011

łódź Charona i utrata normalnego oddechu

Gdybym udał, że rzeczy zostały na zewnątrz, przeżył zimę w stadium
poczwarki, mógłbym zapomnieć co stało się latem. Chodzić do pracy
ze śniadaniem w gazecie, nie myśleć o sąsiadce powieszonej na dole.

Za dnia powtarzam te same sceny, chyba, że pada deszcz, ale to zdarza
się bardzo rzadko. Wychodzę z baru, który czyści się ze stęchłej nocy.
Jestem krewnym Hamleta i trudno mi patrzeć. Przyznaję: brud jest

w jakimś sensie rzeczą naturalną, czasem nawet - rzeczą na miejscu.
Popękany sedes wbity w kupę błota. Bure świerkowe patyki na mojej
ulicy. Poprawia się pogoda i wraz ze śniegiem odpływa biel. Pleśnieję.

Cienki, zwykły zeszyt do rysunków (może kupiony w Helsingőr, może
w Zebrzydowie). Dotykały go jej palce, gdy bez pozwolenia czytała.
Na tym kończy się moja historia. Sęp - urubu czeka. Czas sprzątania.

©

Ogólnopolski Konkurs Poetycki "Piórem Malowane 2010" Kraków 2010



kultura. higiena gwarantowana

Para poszukuje głównie pań puszystych w dowolnym wieku.
Mile widziane własne lokum. Swing z pięknymi ludźmi.

Ja to nawet muszę mieć poukładane w warsztacie i w śrubkach.
Najważniejsze to zachować dystans, gdy inny fecet jest z moją,
a jej się podoba. Może nawet krzyczy głośniej niż ze mną.

Odwagi mi nie brakuje. Nie, zwierzęta nie. Zbyt delikatne i wcale
nie chodzi o obrzydzenie. Tylko nie wiem jak się do tego zabrać.
Czy to karalne? Bo ja wszystko zgodnie z prawem.

Po co mi inna, skoro miewam różne. Różne sposoby, najróżniejsze
pozycje. Różnorodność i bez różnicy. Zapisuję to w komputerze,
na wypadek, gdyby odeszła. Pustka po niej byłaby nie do zniesienia.

©

Konkurs Poetycki "Moja Warszawa" Warszawa 2010



film o mieście z koncernem samochodowym w tle

z inspiracji Janiny Broniewskiej


Idę wzdłuż do cna wypalonych domów. Piękna, Wilcza. U wylotu bocznic zwały
gruzów na parę metrów. Dalej perspektywa ruin, ruin, ruin.

Uważnie manewruję kamerą. Sztuczny pył i zniszczenia wymagają oka. Nikt
nie wchodzi na plan bez przygotowania. Wśród zgliszczy trzeba umieć
się zachować, tak jak ten chłopiec, który przeciera twarz. Przed chwilą umarł.
Nie zdążył wejść do kanału i kula wprawnego snajpera odebrała mu oddech.
Krew wypełniła płuca. Niestety, na taśmie widać szklany budynek koncernu
samochodowego. Dziś jest tutaj bardzo nowocześnie.

Nagrywamy jeszcze raz.

©

Konkurs Poetycki "O CZERWONĄ RÓŻĘ" Gdańsk 201



jama była wielkości grobu. jamę chłop przysypał ziemią i gnojem

Kiedy spaceruję i widzę drzewa, denerwuję się, że są silniejsze
[Marc Chagall]


To, że nie umie jeździć na rowerze, o niczym nie świadczy. Owszem dostał opinię
o wrodzonym zidioceniu. Pewnie biegli sądowi myśleli, że urodził się ponownie,
gdy spalono kobietę i warszawskie getto. Wyglądał jak drzewo, które nie ma korzeni.
Cicho powtarzał: Szekspir karany był za kłusownictwo; Dostojewski za dokonanie
gwałtu na dziewczynie; Bacon za łapownictwo; Voltaire za fałszerstwo dokumentów;
Leclerc miał sprawę znęcanie się nad żoną; ja tylko raz ukradłem chleb dla matki
– gdybym wiedział, że już nie żyje, oddałbym. Nie przyznali odszkodowania.
Nie miał uszczerbku na zdrowiu. Tylko się ukrywał.

Każdego dnia staje przed płótnem. Maluje smutnych narzeczonych i zwierzęta
bez oznak życia.

©

POŁOW POETYCKI Gdynia 2010



consolatio – pocieszenie

I

Wszyscy już dostali obiad, a ja wciąż mam dziwne wrażenie, że kogoś
tutaj brakuje, że ktoś niedopilnowany nie wziął kotleta z żółtym serem.
Zrobionego specjalnie tak jak lubiłeś. Nauczyłam się już formy czasu.
Jak niewiele nam trzeba do przyzwyczajenia. Był zastępuje
jest. Tylko stare zegarki, które zbierałeś zachowują formę – są. W ich
porysowanych szkiełkach widać twoje skupione oko. Reperujesz czas.

II

Między chmurą początku i chmurą końca pochmurne dni opisują życie.
Ocalały monety i płyty, ale nie było w stanie ocaleć ciało. Porządkuję
teraz szafy z twoimi ulubionymi krawatami. Zaraz przejdę do kolekcji
płyt. Kriknij tolka mnie ładi bliznu. Masz jego wszystkie płyty. Winyle.
Kto ich będzie teraz słuchał nie twoim uchem, kto będzie nucił w jego
ojczystym języku? Kriknij tolka mnie ładi bliznu - Wystarczy
mi kilka twoich słów, których już nigdy mi nie powiesz.

©

XXX EDYCJA OGÓLNOPOLSKIEGO KONKURSU POETYCKIEGO "MILOWY SŁUP"



TREN XIII

W spodniach Levi's Curve 05800 straigh, 05803 skinny, 05806 slim
nie przypominam grzecznej dziewczynki. Nie chodzę w sukienkach,
a przecież ojcowie najbardziej lubią córki z łydkami w niewinnych
podkolanówkach. Tłuste dziewczątka, które nigdy nie będą rodzić.
Zauważyłeś pomyłkę w oczach wnuka. Życie i nerwica natręctw
kiedy doświadczam przymusu myślenia o śmierci, tak jak pacjent,
który nie potrafi się powstrzymać. Dobrze zagrał to Nicholson.

Ponoć pomaga żeń-szeń. Dodaje energii, jak cała fitoterapia, po której
od razu można powiedzieć, że nikt martwy nie bywa u nikogo i nie
przyjmuje zaproszeń, że to są wszystko mijane, ale niemijające sny.
A śnię tak, jak śnią ludzie zaskoczeni, z zasady nie podnosząc głowy.
Na kamień.



Opracowanie BPK


Pamięci Walta Whitmana



Gdy czytałam kamień, biografię na czyimś grobie
Zapytałam siebie
czy wszystko co widzę jest prawdą
i co właściwie napiszą na moim kamieniu?
Czy w ogóle ktoś będzie w
stanie zamknąć w słowach moje życie?
Skoro nawet ja sama
nie wiele o nim mogę powiedzieć,
bo z dnia wczorajszego
nic już nie pamiętam
Gdy czytałam kamień, jeszcze nie mój
kładli chłodny marmur
kolejnemu z nas
 
 


Spotkanie o zmierzchu



Ilekroć siądziesz samotnie
póĽnym zmierzchem
poczujesz jak wychodzą z ciebie
twarze umarłych
będziesz widział ich czerwone usta
poznasz dłonie których dotykałeś
Nim na zawsze utoną
w ciemnościach
gdy i ty wybierzesz się w
podróż bez powrotu
Na chwilę będziecie razem
Na moment
póki wszystkie wspomnienia
nie zaginą w tobie



równowaga



mumie będą z nami po zawsze
nie wyswobodzisz się od tego
poczujesz nawet że się podoba

plastynacja Hagensa
zatrzyma wzrok na truchle dziewczyny
ale nie zobaczysz zawstydzenia
skrytego pod przyklejonymi rzęsami

potem oddasz cześć swoim zmarłym
których ciała zagrzebano w ziemi
lub wiatr rozwiał prochy

wszystko się wyrówna



po sekcji



wiem że papierem wypychają klatkę
by nie zapadała się pod ubraniem

szwy wtedy są tylko niedbałym ściegiem
spomiędzy którego wystają strzępy słów

teraz kiedy pieszczę skórę
bo lubię miękkość oraz dotyk ciała

myśl odczytuje szeregi martwych zdań
które zadrukują moje wnętrze



planetarium



oczy napotkane we wstecznym lusterku
przedzielone linią ośrodkową jezdni

uprowadził dwa istnienia mimo
ostatecznej katastrofy stania się truchłem

kolejny raz pokonane to samo rondo
na wardze piersi łonie obojga

osobowy samochód nie wydaje się
najlepszym pojazdem między-galaktykami

ona nie dotrze nigdy do planety na której
on wybudował już dom dla swojej starości

mają tylko chwilę na tylnym siedzeniu




spotkanie



zawitasz w progu
bezwzględnie ustanie wszelki ruch
jak na zwolnionym filmie
odnajdziesz mnie pod znoszoną bluzką
nie będzie dnia ani nocy
pomiędzy
tylko powiem Uszczypnij mnie
tylko powiesz Masz takie mniamuśne rodzynki