Wolno nam
nie mów mi tyle
spiesz się
wstąpiłem na chwilę
ciszy
ledwie słówko
że
my
tak lekko
jak motyle
przysiądźmy na płatku
płonącego pożądania...
Wolno nam!
Podglądniemy sen –
rozkosz umierania
Nie mów mi tyle!
Wiem...
miłość jak sen
Dzisiaj miałem cię znów
Jesteś zawsze ciekawa
zawsze bardzo przejrzysta
mądra, ambitna, prawa
pożąda Cię student i artysta.
Oddajesz się w ich ręce
jasna, zadziwiająco prosta
towarzyszysz im w podróży
i w łazience –
trudno się z Tobą rozstać
Mnie wystarczasz na dzień
i już po brzegi Tobą wypełniony
chowam się cały pod Twój cień
w czas letni, nasłoneczniony.
Kiedy wrócę z pracy do domu
W drzwiach będziesz
na mnie czekała
Dzięki Ci, żeś się wydrukować dała.
Jesienny kufer
J e s t e ś moją jesienią
metafor wiatr Cię zaklął
w zimną porcelanę
W kufrze jesieni
wciąż rosną zbiory
Babim latem się
m i e n i
kruchych słów porcelana
Jeszcze zobaczę
wiosenne rozlewiska
pochwycone siecią barw
k o n c e r t m i s t r z e m
płynącego dziś zostałeś
i nawet czas
i nawet światło
nigdy nie
r o z b i e r z e
mojej wiosennej
j e s i e n i
ich stróżem został
listonosz liści
i laufer kolorów
Na wydmach
Na wydmach
Twego ciała szukam...
szukam kolii naszych pocałunków
pełzam w gorących rytmach
osłonięty bryzą Twoich włosów
roztrzaskuję butlę pożądania
o burtę Twojej nagości
by w chwilę po tym
już dryfować...
jak ostatni łajdak
porzucony na fali
Twoich pragnień
i nienasycenia Twego
A w zatoce Twojej kobiecości
pogrąża się beztrosko
jak pęknięta butelka
bursztyn
naszej spienionej miłości
by w końcu
utonąć w kanionie
z morskich raf...
|