Eugeniusz Konieczny


Wolno nam



nie mów mi tyle
spiesz się
wstąpiłem na chwilę
ciszy
ledwie słówko
że
my
tak lekko
jak motyle
przysiądźmy na płatku
płonącego pożądania...
Wolno nam!
Podglądniemy sen –
rozkosz umierania
Nie mów mi tyle!
Wiem...
miłość jak sen
 




Dzisiaj miałem cię znów



Jesteś zawsze ciekawa
zawsze bardzo przejrzysta
mądra, ambitna, prawa
pożąda Cię student i artysta.
Oddajesz się w ich ręce
jasna, zadziwiająco prosta
towarzyszysz im w podróży
                  i w łazience –
trudno się z Tobą rozstać

Mnie wystarczasz na dzień
i już po brzegi Tobą wypełniony
chowam się cały pod Twój cień
w czas letni, nasłoneczniony.

Kiedy wrócę z pracy do domu
W drzwiach będziesz
            na mnie czekała
Dzięki Ci, żeś się wydrukować dała.
 
 




Jesienny kufer



J e s t e ś moją jesienią
metafor wiatr Cię zaklął
w zimną porcelanę
W kufrze jesieni
wciąż rosną zbiory
Babim latem się
m i e n i
kruchych słów porcelana
Jeszcze zobaczę
wiosenne rozlewiska
pochwycone siecią barw
k o n c e r t m i s t r z e m
płynącego dziś zostałeś
i nawet czas
i nawet światło
nigdy nie
r o z b i e r z e
mojej wiosennej
j e s i e n i
ich stróżem został
listonosz liści
i laufer kolorów

 
 




Na wydmach



Na wydmach
Twego ciała szukam...
szukam kolii naszych pocałunków
pełzam w gorących rytmach
osłonięty bryzą Twoich włosów
roztrzaskuję butlę pożądania
o burtę Twojej nagości
by w chwilę po tym
już dryfować...
jak ostatni łajdak
porzucony na fali
Twoich pragnień
i nienasycenia Twego

A w zatoce Twojej kobiecości
pogrąża się beztrosko
jak pęknięta butelka
bursztyn
naszej spienionej miłości
by w końcu
utonąć w kanionie
z morskich raf...








powrót do strony głównej