Andrzej Bajdor
POŻEGNANIA
Gdy nieposłuszny rodzicom
z domu odchodziłem,
żegnali mnie wszyscy.
nawet grusza,
w cieniu której urosłem,
trąciła przyjaźnie
klapsem.
Zatroskany zachód,
uchylił słońca.
dzisiaj jadę
do szpitala.
w kieszeniach
brakuje ciepłych słów
żony i córek.
samotny.
Prowadzi mnie
wiatr.
DO CIEBIE
Krzyczy serce
a myśl wtopiona
w ciszę.
Kocham
uwięzło w gardle.
Nic nie słyszy.
Dłonie
pieszczą słowa.
Usta spieczone
łase pocałunków.
O Tobie marzę.
A jeśli
Ciebie nie ma?
gdy
będziesz
c z ł o w i e k i e m
DO ODZNACZONEGO
Zawieszasz nowe ordery,
a wyrzuty wciskają cię w ziemię
piętnem wyrządzonych
krzywd.
Ciężar sumienia zrzucasz z marynarką.
Lekki jak ptak.
Wznosisz się
ponad przeciętność.
Kim jesteś?
Kim byłeś?
wszyscy wiedzą
WIESZAK
Dźwiga i sapie
przeładowany, wygięty.
Żali się
na los stania w kącie
Nikt
nie zwraca uwagi
na zgarbiony z przepracowania
przedmiot bez duszy.
|
|