Maria Borcz



Łabędzi śpiew



Jeszcze życiodajne
trzymają korzenie,
a już zew natury
śle zaproszenie
na jesienny bal.

Wiatr muska gałęzie
podmuchem oplata,
listowie odziane
w złote barwy lata
na ostatni bal.

Jak łabędzie płyną
w bezszelestnych drgnieniach,
oczekując śpiewu
wichrowego tchnienia
co porwie do tańca.





 

Póki w ludziach Kain istnieje



Póki człowiek syn Kaina
zbrodnie myli z męstwem,
bratu odbiera nadzieję
zowiąc to zwycięstwem....

Póki człowiek nie zna granic
niszczy w drodze wielu,
ojca matkę dziś ma za nic
byle dojść do celu...

Dopóki szańce wolności
topią się w swawoli,
a człowiek zamiast miłości
bardziej pieniądz woli...

Póki mędrzec "szkiełkiem okiem"
człowieka ocenia,
a zasobność jest wyrokiem
losu, powodzenia...

Dopóki miłość w człowieku
jest w tak niskiej cenie,
będziesz nosić na swych barkach
Kainowe brzemię.




 

Palma zwycięstwa



Laur na skroni,
owacje, kwiaty,
uścisk dłoni,
nagrody, wiwaty,
hymn i medale.
Palma zwycięstwa
na piedestale
zbudowanym z klęski pokonanych.




 

Czterej Jeźdźcy Apokalipsy



Tam na nieboskłonie
ta postać ognista....
na czerwonym koniu
rewolucjonista.
Wiarę mieczem trzebi,
ogniem ateizmu
słomiany świat trawi.

Ze złowieszczych dymów
wyskoczył koń blady,
jak ci, w kolejce
do krematorium.
A jego stajnią śmiertelna
odchłań za drutami.

Łuk Apokalipsy
do granic napięty.
Ginie Hiroszima,
Nagasaki kona.
Z deszczem popiołów
na białego konia
spływa wieniec chwały
co bielą poraża.

Z czarnego kamienia
czarny koń wyskoczył.
Parskają gniewem
rozdrażnione nozdrza.
Jeździec kamikadze
wykuwa terrorem
nowy porządek świata.
 




 

Uścisk Pompei



Słowa...
słowa...
Erupcja słów...
tworzy gęstą magmę
spływa nikczemności lawą.

Zamilkłam jak Pompeje.