Maria Przybylak


Matka



Moja Matka była krawcową samoukiem
Moja Matka była krawcową    D O B R Ą
nienagannie wykroiła sobie
spory kawał życia
z "majętnym"
dobrze już utatusiałym wdowcem
jako posag wniósł we wspólną dolę
czwórkę nieletnich
z pierwszego małżeństwa
ekswdowiec kowal
wykuł z nowej ślubnej
troje nowych dzieci
szczebiotały
gawędziły
pierwsza z cór
jak niedziela
wyniosła
nad resztę rodzeństwa
średnia
ze środą zrównana
pośrodku potomstwa
najmłodsza sobocie podobna
z nią kończą się trudy
zaś synowie
kolejno
pomiędzy siostrami
jak pozostałe cztery dni w tygodniu
moja Matka była dobrą krawcową
nieraz w późne noce
mozolnie wyszywała
dla domu
grosze
przemilczeniem łatała
kowalskie humory
częstymi ciepłymi słowami
stebnowała
półsieroce niedostatki
Zazdrosnym sąsiedzkim poszeptom dawała odpowiedź
że rodzina
to to samo co koszula
jest najbliżej
daje ciepło
z tą tylko różnicą
że im dłużej ją cierpliwością restaurować
tym większej nabywa trwałości
tak moja Matka
przyszywała do siebie
okoliczną przychylność
otwartością serca
cerowała swój
pozornie niewdzięczny macoszy los
W międzyczasie
z gęstwy zajęć
kierowała
do mnie
troskliwość
zakochaj się dziecko
zakochaj w robocie
żmudnej
uciążliwej
z czystością intencji
bo tylko taka pozbawia nas hańby
u Matki terminatorka
przed światem zdaję
egzamin




 

* * *



...Nie myśmy się urodzili
to czas na nowo
z nami się urodził -
zawieszony pod sufitem nieba
ludzkimi stopami
przemierza ziemską drogę
przez stulecia
- myśli pokrzyżowane
na różne kierunki
nie wszystkie prowadzą
na górę wielkości
...w rozgłośniach ksiąg
zatrzymują się tylko niektórzy
by potomni mogli rzec
b y ł y    c z a s y




 

* * *


nie bawią mnie
przedwczorajsze zachwyty
błyszczące mamidło
okazało się
falsyfikatem
na obrzeżach prawdy
poszukuję
l u d z i
i     s i e b i e




 

Nauczmy się



nie przeklinać chwili
która odziera
ze skóry złudzeń
rzuca
na pastwę twardej
rzeczywistości

nauczmy się
dążyć
do porozumienia
i nie przeklinajmy
żadnej chwili




 

Zdarzyło się



potknąłeś się
o własną złość
a mnie
zabolało
trudno
w ciemności przecież tak bywa
złość
jest ciemnością
więc może
usiądźmy
opowiedzmy sobie
o naszych przywarach
może się rozjaśni
zagoi
ciepło
potrzebne      k a ż d e m u
 




 

* * *



lubiłam te dni
kiedy idąc we dwoje
jak dzieci
zaplataliśmy
w warkocz zakochane ręce

wtedy
kasztany
brązowiały z zazdrości
 




 

* * *



mam już tyle lat i ciągle
nie wiem
gdzie znaleźć
receptę
na wyleczenie się z miłości?

 




 

Nie wszystkim jednako



na twarzach przechodniów
upałem zaśmiewa się słońce
a przy gorzowskiej katedrze
jak co dzień
nekrologi
opłakują
kolejne nazwiska...

 




 

Nie powód



przybywa lat
i chorób
drożeją leki
i artykuły podstawowe

Człowiek
tanieje...

jestem w gronie
podeszłych w latach
Prawodawcy
nie traktujcie      n a s
jak odpad komunalny
 




 

* * *



o sobie mówmy
zwyczajnie
nie wyszukujmy
słów poklepujących
nie zawsze zasługujemy
na pokłony

mogą przecież
wzejść
inne słońca
przyćmią nasz
zaledwie przedświt






powrót do strony głównej